Wzbijając się w słoweńskie niebo...
Moje uszy pękają razem z moją błogą bańką zaprzeczenia. To wszystko nagle jest alarmująco rzeczywiste.
0 stóp…
To poranek ostatniego dnia mojej burzliwej weekendowej wycieczki po Słowenii, a ja jestem w błogiej bańce zaprzeczenia. Wiem, że jestem na lotnisku. Wiem, że mam na sobie skafander. Wiem, że mam na sobie absurdalny kapelusz. Wiem, że jakiś facet w fajnych okularach mówi mi, że jest mało prawdopodobne, że umrę. Wiem, że powinienem go słuchać, bo jest Mistrzem Tandemowym, a każda osoba, której tytuł zawodowy zawiera słowo 'mistrz', prawdopodobnie zasługuje na uwagę.
Wiem to wszystko, ale jeszcze w to nie wierzę, ponieważ szczerze mówiąc, rzeczywistość tego, co zaraz zrobię, jest odrobinę zbyt trudna do zrozumienia.
3,000 stóp…
Ale to jest rzeczywistość, a teraz lotnisko jest jedynie małą plamką zieleni, ledwie przerwą w zmarszczonym dywanie ziemi poniżej. Muszę krzyczeć ponad ryczącym silnikiem, żeby zapytać, na jakiej wysokości jesteśmy, a odpowiedź mnie zdumiewa. Nawet nie w połowie drogi. Nie mogę przestać patrzeć na ogromne otwarcie, gdzie powinna być ściana. Jestem w odległości kilku cali od niego, a zimne powietrze wpada do środka, bijąc mnie po twarzy.
7,000 stóp…
Moje uszy pękają wraz z moją błogą bańką zaprzeczenia. To wszystko nagle jest niepokojąco realne. To się naprawdę dzieje. Siedzę w latającym pudełku i wkrótce go nie będę. Mam problemy z oddychaniem, choć nie mogę powiedzieć, czy to przez nerwy, czy wysokość. Samolot wciąż wznosi się, prycha i dudni. Mistrz Tandemowy bawi się jakimiś klipsami i zapięciami.
10,000 stóp…
Czas. Zjeżdżamy na krawędź. Pozwalam, aby moje nogi zwisały. Dziki wiatr chwyta moje kostki. Hałas jest ogłuszający. Opieram się z powrotem na Mistrzu Tandemowym, tak że mój podbródek wskazuje ku niebu, a moja głowa spoczywa na jego ramieniu. Nie ma już powrotu. Nie ma powrotu. Moje serce szaleńczo wali w mojej klatce piersiowej, jakby próbowało uciec.
A potem nagle znikamy. Niezaprzeczalnie znikamy. Świat przewraca się do góry nogami.
Spadanie z tej wysokości wcale nie przypomina spadania. Nie ma dostrzegalnej zmiany; ziemia nie pędzi w moją stronę, ani ja w jej stronę. Jedyną wskazówką na temat kolosalnej prędkości, z jaką podróżujemy, jest dźwięk wiatru wyjącego w moich uszach i uczucie, że formuje moją twarz w dziwaczne (i poważnie niekorzystne) kształty. Decyduję, że to może być najlepsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła.
5,000 stóp…
Wyrywa mnie z zadumy otwierający się spadochron i nagle wszystko znów jest spokojne i normalne. Normalne, z wyjątkiem faktu, że jestem zawieszony na mniej więcej dwukrotnej wysokości najwyższego budynku na świecie. Wciąż jednak moje oczy chłoną naprawdę spektakularny panorama. Ciemne góry wyrastające z pasm zieleni, wszystko łatane lasem, a wśród tego wszystkiego niebieskie jezioro, jakby oszlifowany klejnot.
0 stóp…
Chcę to zrobić ponownie. Jestem uzależniony.
Ta przygoda została zorganizowana przez Avantura: Outdoor Adventure, firmę z siedzibą w Bled ; jednej z najbardziej malowniczych części kraju, a zatem jednym z najlepszych miejsc do spadania ze spadochronem. Ich Mistrzowie Tandemowi mają ogromne doświadczenie w sporcie skoków spadochronowych, mając na koncie ponad 20,000 skoków. Mają 100% rekord bezpieczeństwa i razem posiadają różne złote medale z międzynarodowych zawodów spadochronowych. Za dodatkową opłatą mogą nagrać twoją przygodę i zmontować ją w 10-minutowy film z muzyką w tle.
Odkryj więcej o Słowenii – połącz się z nami na Facebooku!