Odkrywanie Słowenii
Góry zwijające się jedna w drugą, łukowato wznoszące się w kościste grzbiety, ich stoki okryte lasem...
Jedną z bardziej zaniedbanych osób wychodzących z dworca kolejowego w Wimbledon w wieczór 3 lipca byłem ja sam. Zatrzymałem się na chwilę, aby złapać oddech. Zapomniałem, jak to jest złapać oddech.
Dwa i pół dnia wcześniej – 60 godzin – stałem w dokładnie tym samym miejscu, obserwując, jak pierwsze promienie słońca wznoszą się nad budynkami. Miałem jasne oczy i byłem nerwowo podekscytowany, ale ciężko mi było przypomnieć sobie cokolwiek poza tym. Zbyt wiele się wydarzyło. Moja głowa była przepełniona świeżymi, ekscytującymi wspomnieniami, każdy z nich konkurował o uwagę, jak Wack-A-Mole na jarmarku.
Kilka tygodni wcześniej otrzymałem zadanie podróżnicze od Słoweniarzeczy do zrobienia w Słoweniilokalni eksperci